Stołówka szkolna

Rewolucja w szkolnych stołówkach

Od kilku tygodni cała Polska z zapartym tchem w piersiach śledzi wydarzenia w Polskich szkołach. Jakie wydarzenia? Otóż ekstremalne metamorfozy sklepików szkolnych.

Zmiany dotknęły nie tylko sklepiki szkolne, ale i stołówki. Sprawa jest bardzo poważna – jak wskazują najnowsze badania, 7 na 10 polskich dzieci ma nadwagę lub otyłość, co dodatkowo wiąże się z ograniczoną zdolnością ruchową. W wielu przypadkach jest to efekt zaniedbań rodziców, w zaledwie kilku procentach przypadków są to efekty problemów zdrowotnych i obciążeń genetycznych. A szkoły, które jako placówki edukacyjne powinny dziecko uczyć zdrowych zachowań, pozwalały na to by w sklepikach zamiast zdrowych śniadań i bezpiecznych przekąsek królowały czipsy, batony cukierki, gazowane napoje ze sztucznymi dodatkami. Podjęto wyzwanie i wprowadzono zakaz sprzedaży tych produktów w sklepikach szkolnych – czy to rzeczywiście pomoże?

Dotychczasowa odezwa na zmiany jest raczej negatywna – matki pakują dzieciom do plecaków przyprawy (bo stołówkom nie wolno stosować soli), dzieci kupują produkty (które wcześniej kupowały w sklepiku szkolnym) w sklepach, które napotykają po drodze do szkoły, a rodzice sami pakują im do plecaków soczki słodzone „toną” cukru i ze sztucznymi dodatkami.

Czy więc ten zabieg był zasadny? Czy nie lepiej było edukować rodziców i dzieci?  Jakie jest wasze zdanie na ten temat?

8 replies
  1. Lailaraa
    Lailaraa says:

    Cóż, z jednej strony to dobrze ale z drugiej nie bardzo. Powinno się wpływac na świadomość ludzi a nie zabraniać im drożdżówek. Z drugiej jednak strony dziecko spędzające tyle czasu w szkole ma trochę wpajane konkretne smaki: te mniej slone i slodkie. Jeśli takie dziecko następnie przeniesie nawyki do domu to jest duza szansa na poprawę świadomości społeczeństwa, pozostaje tylko czekac na rezultaty tej ustawy ;)

  2. Karolina5242
    Karolina5242 says:

    Moim zdaniem ten zakaz nie ma najmniejszego sensu, bo po pierwsze często rodzice kupują dzieciom drożdżówki w pobliskich piekarniach, po drugie dzieci w drodze do szkoły mogą kupić sobie bez żadnych przeszkód, po trzecie młody człowiek potrzebuje energii, urozmaicenia, zwyczajnie cukru, żeby mieć siłę. Jeżeli dziecko jest otyłe to należy ograniczyć, ale jedna drożdżówka 2-3 razy w tygodniu jeszcze nikomu nie zaszkodziła.

  3. Zuzanna_16121
    Zuzanna_16121 says:

    To, że nasze społeczeństwo jest coraz bardziej otyłe to prawda, ale uważam, że tego typu uchwały to przesada. Powinno się walczyć o zmianę nawyków żywieniowych poprzez edukację, a nie zakazy. Powszechnie wiadomo, że naturalną reakcją na tego typu zakazy jest sprzeciw. W tym wypadku sprzeciwiają się nie tylko dzieci, które w przerwach biegną do sklepu „za rogiem” po batoniki, ale także rodzice, którzy pakują dzieciakom niezdrowe przekąski czy przyprawy. Jaki jest więc sens ustawy? Osobiście nie widzę. Bez zmiany nawyków żywieniowych i świadomości społeczeństwa taka akacja nie rozwiąże problemu otyłości.

  4. PWCZ
    PWCZ says:

    niestety to prawda… mam mlodsze rodzenstwo cioteczne i z tego co obserwuje to naprawde spoleczenstwo robi sie coraz bardziej otyle. musimy z tym walczyc, bo otylosc moze prowadzic do wielu chorób.

  5. Tatiana
    Tatiana says:

    Według mnie,to wszystko jest bez sensu.. Dzieci powinny obowiązkowo zaczynać zajęcia w szkole od 15 minutowych zajęć wf. Niby głupie 15min,ale zawsze coś.

  6. barbro95
    barbro95 says:

    Myślę, że taki zabieg jest słuszny, bo coraz więcej ludzi jest grubych lub źle odżywiających się co sprawia że waga tylko skacze do góry, a nie maleje.

Komentowanie wyłączone.