Ekologiczna nutella

Rakotwórcza Nutella

Jakiś czas temu media opanowała smutna wiadomość – popularny krem czekoladowo-orzechowy jest rakotwórczy. Miliony ludzi na całym świecie zostały na tyle oszołomione nagłówkami wpisów, że nikt nie zorientował się, że doniesienia o wycofaniu produktu ze sklepowych półek były tylko prowokacją.

Powodem wycofania kremu ze sklepów, miała być obecność oleju palmowego w składzie Nutelli. Olej palmowy jest w zasadzie jeśli o ilość idzie głównym składnikiem Nutelli. Przez wielu naukowców obok cukru, olej palmowy uznawany jest za najgorsze zagrożenie ludzi dzisiejszych czasów – olej palmowy to tłuszcz utwardzony, który jest „zapychaczem” wielu obecnych w naszym życiu produktów. Niestety zdajemy sobie sprawę z jego szkodliwości, a mimo wszystko pozwalamy sobie na podjadanie produktów, w których składzie obecna jest ta substancja.

Na szczęście dla fanów Nutelli – produkt zostaje. Ale faktu, że olej palmowy jest bardzo szkodliwy niestety nie zmienimy. Możemy za to nieco oszukać nasze kubki smakowe i podstawić im naturalny, ekologiczny i przede wszystkim dużo zdrowszy krem czekoladowy własnej roboty. Do przygotowania takiego kremu potrzebny będzie olej kokosowy BIO (200 g), garść orzechów laskowych lub migdałów, 4 łyżki miodu naturalnego oraz kakao. Wszystkie składniki w temperaturze pokojowej (orzechy wcześniej uprażone) blendujemy na gładką masę i gotowe. Taki krem jest równie pyszny, a może i nawet pyszniejszy od popularnego kremu od Ferrero.

opaska-nadgarstek-myhydro

myHydro da znać, że już czas na wodę!

Woda jest niezwykle ważnym elementem naszej codziennej diety – wszak człowiek w znacznej ilości składa się właśnie z wody. O tym, że musimy pić minimum 2 litry wody dziennie uczą już dzieci w przedszkolach. Niestety, nie wszyscy o tym pamiętamy i zaniedbujemy swoją dietę zamiast wody dostarczając niezdrowych napojów gazowanych, kaw czy herbat. A to właśnie naturalna woda powinna być podstawą naszej diety.

Istnieją aplikacje na telefon, które sygnalizują, że już czas na wodę – działają na zasadzie obliczeń czasowych, jednak trzeba je odpowiednio zaprogramować. Polskie badaczki z łódzkiego start-upu chcą iść o krok dalej. Ich propozycja, myHydro ma stanowić idealne inteligentne połączenie tekstyliów z medycyną i elektroniką. To innowacyjne rozwiązanie doskonale będzie wiedziało jaki jest bieżący stan nawodnienia organizmu i to na tej podstawie będzie nas informować, że już pora, by ciału dostarczyć kolejnej dawki wody.

Całość ma wyglądem przypominać popularną frotkę, którą tenisiści ubierają na nadgarstek. Frotka będzie monitorowała stan nawodnienia i będzie informowała użytkownika o alarmie odwodnieniowym. Trzymamy kciuki! Takie rozwiązanie z pewnością byłoby cennym wynalazkiem, który ułatwiłby życie wielu ludziom!

Antybiotyk prosto z natury

Sezon chorobowy w pełni – o przeziębienie nie trudno, a o grypę jeszcze łatwiej. Co zrobić, żeby uchronić się przed choróbskiem? Zatroszczyć się o odporność. Jak to zrobić? Sposobów jest wiele. Jednym z nich jest spożywanie kiszonek, czyli naturalnych antybiotyków!

Sfermentowana żywność jest bardzo popularna w wielu krajach – nie tylko ze względu na swoje właściwości prozdrowotne! Swoją popularność kiszonki zawdzięczają również pysznemu smakowi.

Jakie produkty zaliczamy do „kiszonek” i „sfermentowanych” zdrowych probiotyków? Z pewnością będą to jogurty, kiszonki warzywne, niektóre rodzaje wędlin, niektóre rodzaje pieczywa, wino i piwo. Produkty te – z pozoru niczym nie powiązane – łączy proces fermentacji  w wyniku którego powstały.  Na polskich stołach najczęściej goszczą kapusta kiszona i ogórki kiszone – to przede wszystkim z nimi kojarzymy hasło „kiszonki”.

Jeśli chodzi o kiszenie jako formę przygotowywania posiłków, zdecydowanie prym wiodą tutaj kraje azjatyckie i afrykańskie. W Azji przygotowuje się różnego rodzaju kiszonki owocowe i warzywne, które są podstawą codziennej kuchni. W Europie kiszonki zjadane są raczej sporadycznie, a przez niektórych tylko raz na jakiś czas. A szkoda!

Spożywanie kiszonek niesie za sobą wiele pozytywnych konsekwencji. Swoją magiczną moc, kiszonki zawdzięczają drobnoustrojom, które odpowiedzialne są za procesy fermentacyjne. Jak wykazują liczne badania, fermentacja to proces dzięki któremu antyodżywcze substancje w pożywieniu są rozkładane, dzięki czemu w jedzeniu zostaje tylko to, co najlepsze.

O kiszonkach często mówi się, że są naturalnym antybiotykiem. Podczas gdy niektórzy uważają, że sfermentowana żywność może nam szkodzić, jest zupełnie odwrotnie. Bakteriocyny zawarte w kiszonkach bardzo korzystnie wpływają na odporność ludzkiego organizmu.

Ogromną zaletą kiszonek jest również ich długi termin przydatności do spożycia – odpowiednio przygotowane kiszonki bez konserwantów potrafią przetrwać długo i przez cały czas są tak samo cenne.

Jak we wszystkim, także i  z kiszonkami trzeba zachować umiar. Kiszonki nie powinny być podstawą diety, a jedynie jej regularnym elementem. Należy bezsprzecznie przestrzegać zasad przygotowywania kiszonek – w nieodpowiednio przygotowanych kiszonkach może powstać pleśń, która jest bardzo szkodliwa.

amarantus

Amarantus – z czym to się „je”?

Amarantus, który odkrywamy na nowo, znany jest ludzkości od starożytności. Jest to roślina, która kusi nie tylko swoim wyglądem, ale przede wszystkim licznymi wartościami odżywczymi i prozdrowotnymi. Współcześni dietetycy nazywają amarantus zbożem XXI wieku.

Nasze babcie kojarzą go raczej jako szarłat lub amarant – amarantus należy do rodziny szarłatowatych i pochodzi najprawdopodobniej z Ameryki Południowej. Jest to jedna z najstarszych znanych roślin uprawnych – botanicznie zalicza się ją do dwuliściennych pseudozbóż jarych. Roślina może osiągać nawet 3 metry wysokości, a kwiatostany przykuwają wzrok z daleka (swoim rozmiarem i kolorem). Amarantus, w zależności od odmiany może mieć różne kolory – złoty, zielony, różowy, czerwony, brązowy. Amarantus uprawiany jest na całym świecie – najwięcej znajdziemy go w Ameryce Południowej. W Polsce, 90% wszystkich upraw amarantusa znajduje się na Lubelszczyźnie.

Amarantus uprawiany jest z różną intencją – jedni hodują go jako roślinę ozdobną, inni jako źródło cennych zbóż. Amarantus nie ma dużych wymagań – kwitnie od lipca do września i bardzo lubi ciepłe temperatiry. Większość odmian amarantusa jest odpornych na susze i na popularne choroby.

Amarantus zbierany jest jesienią, na początku października aż po koniec listopada. Z ziaren amarantusa powstaje wiele pysznych i zdrowych produktów. Począwszy od mąki bezglutenowej, poprzez płatki śniadaniowe po batoniki i makarony.

Szarłat z powodzeniem stosowany jest również w medycynie alternatywnej. Amarantus przewyższa pod wieloma względami popularne zboża, a jego skład chemiczny sprawia, że powinniśmy na rzecz amarantusa rezygnować z pszenicy czy też żyta. Ta wspaniała roślina będzie doskonałym źródłem lekkostrawnego białka, dobrze przyswajalnej skrobi, błonnika pokarmowego, skwalenu oraz witamin (witamina C, E, B, kwas foliowy) i minerałów (wapń, fosfor, potas, żelazo, magnez). W związku z tym, że amarantus nie posiada glutenu jest bardzo lekkostrawny, nadaje się dla osób z nietolerancjami i różnymi jednostkami chorobowymi (celiakia, miażdżyca, alergie pokarmowe).

Jeśli macie możliwość, spróbujcie posadzić amarantus w swoim ogródku, nawet jeśli nie dla zdrowia, to przynajmniej ku uciesze oka :)

Jarmuż

Jarmuż – zielone złoto z ogrodu

Jarmuż to roślina znana nam od dawna, jednak dopiero od pewnego czasu wraca do łask. Jarmuż to obowiązkowy niemal składnik diety każdego weganina i wegetarianina. Gdzie tkwi sekret jarmużu? Czy jego tajemniczą mocą jest to, że posiada właściwości doskonałe dla naszych kości?

Jarmuż to odmiana kapusty i należy właśnie do rodziny kapustowatych. Jest to roślina uprawna -nie występuje dziko naturalnie w żadnym miejscu na świecie. Jarmuż może osiągać różne rozmiary, jednak przyjęło się, że nie przekracza wysokością 140 cm. Posiada charakterystyczne liście i to właśnie liście są najcenniejsze. Liście jarmużu układają się w różę tworząc piękną kompozycję – wielu polskich działkowców posiada w swych ogródkach jarmuż, jednak hodują go jako roślinę ozdobną, a nie do jedzenia.  Istnieje wiele odmian jarmużu – kolorystycznie pojawiają się jarmuże zielone, zielono-fioletowe, fioletowo – brązowe.

Jarmuż jest wdzięczną w uprawie rośliną. Aby rozpocząć hodowlę jarmużu wystarczy kawałek ziemi i nawet słabej jakości gleba. Jedynie na glebach piaszczystych i kwaśnych jarmuż może mieć problemy ze wzrostem – w pozostałych przypadkach będzie rósł znakomicie. Jarmuż jest odporny na mróz, więc liście zbierać można nawet całą zimę.

Dlaczego wegetarianie pokochali jarmuż?

Jarmuż jest topowym warzywem XXI wieku – to prawdziwe superfood wśród kapustnych. Jest bardzo niskokaloryczny – w 100 gramach zawiera jedynie około 30 kalorii. Co ważne, zawiera bardzo dużo błonnika i żelaza oraz wapnia, potasu i antyoksydantów. Jest doskonałym surowcem, który powinien na stałe zagościć w kuchni każdego cukrzyka.  Osoby chore na cukrzycę, które są na diecie wysokobłonnikowej mają niższy poziom glukozy we krwi. Jarmuż będzie też doskonałym wyborem dla wszystkich, którzy troszczą się o kondycję serca – wysokie stężenie potasu i magnezu w jarmużu sprawiają, że doskonale wpływa on na ludzki organizm i chroni przed udarem oraz zawałem serca spowodowanymi sporymi brakami na te cenne witaminy i minerały. Również ze względu na dużą zawartość wapnia, jarmuż powinien znaleźć się w naszej diecie – wapń i witamina K zmniejszają wydalanie wapnia z ludzkiego organizmu, dzięki czemu więcej dobroczynnego wapnia zostaje w naszym ciele.

Jak jeść jarmuż? Potrawy z jarmużu.

Jarmuż jest wdzięcznym warzywem. W związku ze swoim pochodzeniem (przynależność do rodziny kapustowatych), dobrze smakuje przyrządzany podobnie jak tradycyjna kapusta – np. w formie lekkiego bigosu, surówki, zupy. Bardzo popularne są jarmużowe smoothie i wszelkiego rodzaju soki na bazie jarmużu, warzyw i owoców.

Dokarmianie ptaków – co należy wiedzieć

Późną jesienią i zimą, wielu mieszkańców miast dokarmia ptaki. Czy robimy to dobrze? O czym wiedzieć i o czym pamiętać, żeby ptakom rzeczywiście pomóc, a nie zaszkodzić? Kiedy i jak  karmić ptaki?

Dlaczego karmimy ptaki?

Zwyczaj dokarmiania ptaków w okresie zimowym chyba zawsze po prostu był. Osoby, którym dobro naszych braci mniejszych jest nieobojętne, z własnej nieprzymuszonej woli dokarmiały ptaki orzechami, owocami, słoniną. Tak zostało do dziś. Ptaki dokarmiamy głównie z przekonania, że zimą, gdy śnieg przykryje potencjalne pożywienie, ptaki nie będą w stanie znaleźć jedzenia.

Czym karmić ptaki?

Ptakom należy dostarczać pokarmu możliwie zbliżonego do pokarmu, jaki znajdują samodzielnie. Wiele ptaków żywi się ziarnami słonecznika (sikorki, dzwoniec, wróble, czyżyki, kowaliki), niektóre wolą proso, owies czy pszenicę (gołębie, sierpówki). Ptaki takie jak sikorki, dzięcioły, kruki wolą słoninę – jeśli przygotowujecie dla ptaków słoninę, należy sprawdzić, aby słonina ta nie była słona i koniecznie była świeża.  Zjełczała słonina może zaszkodzić ptakom, u których może dojść do poważnego zatrucia.

Do karmników można śmiało wsypać orzechy różnego typu, ziarna i nasiona – ptaki same zdecydują na co mają akurat ochotę. Warto także rozważyć zakup gotowych pasz dla ptaków – w marketach budowalnych i w sklepach zoologicznych, a coraz częściej także i w hipermarketach kupić można karmę dla ptaków gotową – tłuszcz łączony z ziarnami i nasionami, w wygodnej postaci, gotowy do powieszenia w karmniku, na balkonie czy za oknem.

Lampy solarne waka waka

WakaWaka

WakaWaka to najbardziej wydajna na świecie lampa LED z panelem solarnym. Jej konstrukcja i działanie bazują na rewolucyjnej i opatentowanej technologii solarnej, zapewniającej jej świecenie przez co najmniej 16 godzin po tylko jednym dniu ładowania.

Lampy WakaWaka to ciekawostka nie tylko pod względem technicznym. Dzięki wyjątkowemu systemowi subwencyjnemu każda lampa, sprzedana w krajach rozwiniętych, umożliwia zakup identycznej lampy solarnej w krajach rozwijających się. Każda sprzedana lampa WakaWaka pomaga dodatkowo młodym uczestnikom programu „Climate Heroes“ w zdobywaniu wiedzy o bezpośrednich korzyściach, wynikających z korzystania z energii słonecznej, o czystej wodzie pitnej, higienie, odpowiedzialnym wykorzystywania zasobów naturalnych i recyclingu.

Komu ma pomóc WakaWaka?

  • 1,5 miliarda ludzi na tzw. „dole piramidy“, bez dostępu do prądu i muszącym przeżyć częstokroć za stawkę poniżej 2 dolarów dziennie,
  • setkom milionów ludzi na całym świecie, którzy stale – częściowo do trzech czy czterech razy w tygodniu – są dotknięci przerwani w dostawie prądu,
  • zachodnim odbiorcom, w szczególności tym, którzy chętnie uprawiają sport na świeżym powietrzu czy biwakują lub wykorzystają lampę jako oświetlenie awaryjne w domu.

Do czego przyczynia się WakaWaka?

W przypadku braku prądu w domach używana jest nafta oświetleniowa, co może prowadzić do wielu nieszczęść (na całym świecie codziennie wybucha 16000 pożarów, których skutkiem są oparzenia). Wdychane opary nafty są trujące (w ten sposób 780 milionów ludzi na Ziemi wdycha równowartość dwóch paczek papierosów dziennie). Nafta jest droga, a jej ceny wciąż rosną (koszty: do 20% przychodów). Stosowanie nafty świetlnej jest szkodliwe dla środowiska (co roku wydzielane jest w ten sposób 265 milionów ton CO2, co stanowi co najmniej 50% światowej emisji CO2, generowanej przez oświetlenie domów).

Jaka jest misja fundacji WakaWaka Foundation?

WakaWaka Foundation troszczy się o to, aby zyski były wykorzystywane do jeszcze większego obniżenia ceny lampy solarnej. Fundacja wspiera również finansowo program edukacyjny „Climate Heroes“. Celem jest połączenie obu światów oraz wzbudzenie wzajemnego szacunku i zrozumienia.

Zużyte fusy kawowe szansą ekorolnictwa

Kawowe grzybki z Rotterdamu

Wiele osób, ceniących sobie zdrowie odżywianie, kupuje chętnie regionalne produkty, dbając tym samym o lokalne rolnictwo i naturę. Czy żywność można uprawiać w mieście? Holenderscy socjolodzy zajmują się zbadaniem tej teorii.

Ekspresy do kawy produkują dużą ilość odpadów, nie są to jednak odpady bezużyteczne – zawierają liczne substancje odżywcze. Zbierane w rotterdamskich biurach fusy dostają drugą szansę i zostają ponownie wykorzystane – tym razem jednak nie do wróżenia.

Fusy zwykle są wyrzucane do śmieci, a można wykorzystać je na wiele sposobów, jako nawóz w ogródku czy do produkcji żywności. Z kawowych resztek wytwarzany jest substrat, który używany jest następnie do hodowli grzybów w samym centrum miasta.  Również z punktu widzenia socjologów jest to ciekawy projekt, który może zbliżyć do siebie miasto i gospodarkę rolną.

Zdaniem Jana-Willema van der Schans, socjologa z Uniwersytetu w Wageningen: “Produkcja żywności jest nam obca. Z tego powodu nie chcemy wydawać pieniędzy na coś, czego nie znamy lub nie wiemy, czy jest dla nas dobre. Rolnictwo miejskie to idea łącząca ponownie produkcję z konsumpcją. Dzięki temu mamy nadzieję na rozwiązanie problemu tradycyjnej produkcji żywności.”

Przedsiębiorstwo zajmujące się tym zagadnieniem hoduje miesięcznie 400 kilogramów boczniaków ostrygowatych, sprzedawanych później restauracjom w mieście.

„Zwykle produkty przebywają drogę ok. 10000 kilometrów, zanim dotrą na nasz stół. Utrzymując produkcję w mieście można skrócić tę drogę do około dziesięciu kilometrów” twierdzi de Haan.

Socjolog van der Schans dodaje: „Należy zastanowić się, jakie produkty są w mieście najchętniej zużywane i dostosować się do tego. Opracowano strategie optymalizujące konwencjonalny łańcuch produkcji i to, co można zmienić w produkcji miejskiej. Właśnie tak należy postępować, aby osiągnąć sukces.”

Smart-kosz BIN-e

W dobie internetu, smartfonów, smartwatchy i innych smart-rzeczy, musiał pojawić się i on – smartkosz. Smart-kosz to inteligentny pojemnik, który sam posegreguje śmieci. BIN-e to doskonałe rozwiązanie dla tych, którzy mają problem z samodzielną segregacją odpadów oraz dla ekoleniuchów. BIN-e samodzielnie rozpoznaje dany surowiec, kategoryzuje go i dodatkowo zapisuje ile jakiego surowca „przyjął”. Warto dodać, że smart-kosz to projekt polskich wynalazców – jak sami przekonują jest to naszpikowana elementami mechanicznymi i elektronicznymi maszyna z elementami sztucznej inteligencji. Urządzenie samo rozpoznaje „odpad”, dokonuje kategoryzacji i samo decyduje o tym do jakiej przegródki dany surowiec powinien trafić.

Urządzenie jest połączone z siecią Internet – dzięki temu na bieżąco możemy monitorować jakich odpadów generujemy najwięcej. BIN-e poinformuje nas, że kosz jest już niemal pełnym że zbliża się termin wywozu odpadów itd.

BIN-e na razie istnieje jako prototypowy smart-kosz, jednak jeśli uda się wypracować niższą cenę (koszt takiego smart-kosza to około 2 tysięcy euro), ekologiczne inteligentne smartkosze mogą wkrótce zagościć na europejskich ulicach.

Więcej ciekawych informacji na stronie BIN-e: http://bine.world/